Musimy się przeprosić - recenzja podkładu Rimmel Stay Matte


Dzień dobry, dobry wieczór, cześć, hejka!

Bohater dzisiejszego wpisu jest już ze mną około roku. Na początku naszej znajomości go nie znosiłam! W ogóle się u mnie nie sprawdzał, wyglądał okropnie, po zaledwie pół godzinie wchodził mi we wszystkie możliwe zmarszczki mimiczne i pory, jednym słowem dramat. Chciałam go komuś oddać bo nie mam w zwyczaju wyrzucania kosmetyków, walnęłam gdzieś w głąb kosmetyczki i całkiem o nim zapomniałam. Dziś jednak nadszedł czas naszego wielkiego pojednania i odnowy albo może raczej zawarcia przyjaźni, która mam nadzieje się szybko nie zakończy :D.


Sprawy wstępne: 
- dostępny w każdej drogerii (Rossmann, Natura, Hebe itp. itd.);
- cena: 21 zł. (wg wizaz.pl);
- 7 odcieni (100 Ivory, który dziś recenzuje - drugi w gamie kolorystycznej);
- konsystencja musu;
- działanie: matujące, bez efektu maski, dla świeżej i promiennej cery; 




Co więc takiego się zmieniło, że nagle polubiłam się z tym podkładem? 
Ostatnio odnalazłam go i postanowiłam dać drugą szansę. Poczytałam trochę na jego temat w necie i przeczytałam gdzieś, że trzeba go nakładać niewielką ilość, aby nie zrobić sobie efektu maski. Pomyślałam a co mi zależy. Wzięłam do ręki oczywiście Hakuro h50s i zaczęłam nim pracować. Przekonana, że będę musiała go zaraz zmyć, już kombinowałam komu go oddać, doznałam szoku, gdy przyjrzałam się swojej buzi. Była idealnie matowa (bez użycia pudru), ujednolicona, a podkładu nie było w ogóle widać. Efekt utrzymywał się cały dzień. Następnego dnia efekt był identyczny. Nie wiem czy musiał trochę odleżeć, czy może teraz inaczej go nakładam i faktycznie przy pierwszych użyciach dawałam go za dużo, czy może moja cera teraz nagle postanowiła się z nim zakumplować. Nie wiem, ale faktem jest, że teraz spisuje się bardzo dobrze :). 

mniej więcej tyle potrzeba mi do zakrycia całej buzi


Zbytnio nie miałam pomysłu jak oddać Wam jego odcień, a sama właśnie tego zazwyczaj szukam w recenzjach, więc postanowiłam zestawić go z dwoma chyba najbardziej popularnymi i rozpoznawalnymi odcieniami, czyli Revlon ColorStay dla cery tłustej i mieszanej w odcieniu 150 i 180. Jak widać (lub nie) odcień Rimmela wydaje się być odrobinkę jaśniejszy niż 180 CS.



Podsumowując bardzo go Wam polecam! A gdy go macie i nie zbyt Wam się sprawdza może właśnie pokombinujcie z ilością, może to okaże się kluczem do przyjaźni z tym produktem. 

Dodam na koniec jeszcze, że starą wersje tego produkty też posiadałam, ale była okropna, najgorszy podkład jaki miałam. Może dlatego byłam tak do niego uprzedzona?

Ps. Miałyście może bazę z tej serii? :)
Ps 2. Jak tam pierwszy dzień w szkole? :)

Z marchewkowym pozdrowieniem,
eBugs :)!!


Udostępnij ten post

11 komentarzy :

  1. Odpowiedzi
    1. "Przy okazji..." jak to się mówi :D

      Usuń
  2. Chyba też miałam jego starą wersję, bo pamiętam, że robił mi straszną maskę na twarzy ;/

    OdpowiedzUsuń
  3. ja zdecydowanie muszę go poznać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że się zaprzyjaźnicie :))

      Usuń
  4. Czasami trzeba dawać drugą szansę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może to kwestia tego, co nakładasz pod podkład? Zmieniłaś krem lub co tam nakładasz pod?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie :) Myślę, że to jednak kwestia ilości produktu. Przy tym podkładzie naprawdę wystarczy niewiele :).

      Usuń
  6. Miałam ten podkład i byłam zadowolona, na lato sięgnęłam po coś lżejszego, ale teraz planuję kupić ponownie .

    OdpowiedzUsuń